Jak to bywało z jodowaniem soli? Czyli opowieść o latach 80tych.

Były sobie burzliwe lata 80-te. Trwały strajki. Sytuacja była wysoce niestabilna. Mało kto myślał o zdrowiu i prewencji chorób. Nagle…zaczęły się rodzić noworodki z wolem! Tego już przegapić się nie dało. Niedobór jodu ! Neonatolodzy bili na alarm, decydenci uważali, że doktory przesadzają. No, bo przecież mamy taką świetną profilaktykę, jodujemy sól, niemożliwe, żeby tyle dzieci miało wole!

Przybliżmy tło sprawy. W owych czasach polska sól pochodziła z dwóch kopalni: Wieliczka i Kłodawa. Z Kłodawy sól wychodziła w miarę najodowana, choć metoda uzdatniania nie była dokładna. Natomiast w Wieliczce okazało się, że sól jodu nie zawiera !
Dlaczego? Ot zagadka godna komisarza Borewicza. Po żmudnym dochodzeniu ustalono w końcu jak do tego doszło.

Prześledzono cały proces technologiczny jodowania chlorku sodu. Nie był on skomplikowany za to zawiódł czynnik ludzki. Kluczowym okazał się jeden robotnik, nazwijmy go, Czesław. Pan Czesław pracował łopatą przy linii produkcyjnej. Miał taczkę z jodkiem potasu, nabierał go swoją łopatą, odmierzał ilość „na oko” i dosypywał do soli spożywczej. Mieszanka nie była idealna, ale wystarczająco skuteczna, dzięki czemu profilaktyka niedoboru jodu PRL była prowadzona. Wszystko grało, dopóki Pan Czesio nie postanowił dołączyć do strajkujących (inna wersja głosi, że udał się na zasłużoną emeryturę). Przeprowadzono reorganizację w zamieszaniu zapominając o tym jednym stanowisku pracy. Ponieważ były wtedy ważniejsze problemy, nikt nie zwrócił na to uwagi, produkcja przecież szła jak dawniej, sól wyjeżdżała z kopalni … jeden Czesław to była kropla w morzu problemów.

Ostatecznie sól w Wieliczce nie była jodowana przez 5 lat! Skutki tego w skali całego społeczeństwa niemożliwe do dokładnego oszacowania.

Gdyby nie te biedne niemowlaki i poruszenie wśród mądrych neonatologów pewnie prędko by się nie zorientowano, że coś jest nie tak.

Doprowadziło to do co najmniej średniego stopnia niedoboru jodu wśród obywateli, oraz, co już bardziej pozytywne, do utworzenia specjalnego towarzystwa do spraw jodowania soli. W badanej w tym czasie populacji dziewcząt z okolic Tarnowa, u prawie 80 %  wykazano obecność wola!

Chcecie wiedzieć jak leczono nasze noworodki? Otóż kłopot okazał się spory, gdyż nie było wtedy preparatu tyroksyny (hormonu tarczycy). Dostawały więc roztwór jodku potasu (1 promilowy), oraz tyroideum (ekstrakt z cielęcej tarczycy). Kłopot w tym, że także nie wszystkie krowy były „najodowane”. Część przecież również miała w diecie niejodowaną sól… Na szczęście rząd nie poskąpił dewiz – brakujący hormon tarczycy sprowadzono z Niemiec (tam już był, produkowany przez Glaxo).

A wszystko za sprawą jednego Pana Czesława …

I jeszcze jedna ciekawostka: dlaczego leczenie tych dzieci nie mogło polegać wyłącznie na suplementacji jodu? Owszem, jod pomagał, wole znikało spektakularnie, w ciągu kilku dni, ale… do 2 roku życia, do rozwoju mózgu (prawidłowej mielinizacji kory mózgowej) potrzebna jest tyroksyna, dlatego w prewencji rozwoju matołków podawano także gotowy hormon, który działał od razu. Chodziło przecież o przyszłość narodu 🙂

Rozpatrując obecne kłopoty z chorobami tarczycy pamiętać należy, że problem z jodowaniem soli w latach 1980-1981 nadal jest istotny- przecież dzieci z tych lat teraz mają (lub chcą mieć) swoje dzieci…

kryształ solny

 

What do you think?

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*
*